Moje zakupy dla JM, czyli co kupić, a co jest zbędnym wydatkiem

Nasz synek ma dopiero pięć miesięcy ale my już dużo nauczyliśmy się przez ten czas. Internet, tv reklamują i promują wiele produktów dla dzieci, które według producentów trzeba koniecznie kupić dla malca, by zapewnić mu pełnie szczęścia. Staraliśmy się już od samego początku podchodzić do zakupów bardzo spokojnie i nie wydawać pieniędzy na produkty, które nie jesteśmy pewni, że się przydadzą. Co po tych pięciu miesiącach mogę stwierdzić? Idzie nam całkiem nieźle pod tym względem, choć nie uniknęliśmy błędów zakupowych. Chciałabym dziś przedstawić kilka produktów, które w chwili obecnej uważam za hity i polecam przyszłym czy obecnym rodzicom oraz nasze błędy zakupowe dla przestrogi dla innych.

Pierwszym takim produktem są nakładki silikonowe firmy Medela. Poleciła mi je w szpitalu położna i uważam że był to doskonały zakup. Na samym początku naszego karmienia, tak jak praktycznie każda mama i malec, mieliśmy problemy ze ssaniem. JM nie umiał chwycić brodawki, gryzł, nie potrafił ssać w odpowiedni sposób, przez co stracił sporo na wadze. Nie chcieliśmy się jednak oboje poddać mimo katuszy jakie przechodziliśmy. Po zakupie nakładek sytuacja kompletnie się zmieniła. JM szybko załapał o co w tym wszystkim chodzi i pora karmienia stawała się dla nas oboje przyjemną chwilą. Po około dwóch tygodniach od narodzin mogliśmy już odłożyć je na bok i radzić sobie sami. Polecam bardzo serdecznie to rozwiązanie. Przy kolejnym dziecku zabiorę je od razu ze sobą do szpitala, by uniknąć niepotrzebnego stresu.



Drugi produkt to nie odkrycie stulecia, bo akurat z tym miał prawie każdy do czynienia, a chodzi dokładnie o smoczki. Sporo oczytałam się przed porodem, że na samym początku jest nie wskazane by podać dziecku smoczek, bo ingeruje to w sposób ssania, który przy piersi jest inny niż przy smoczku. Odpuściłam sobie wiec ten temat myśląc naiwnie, że później  znajdę czas na to by wybrać odpowiedni model, gdy będzie taka konieczność. Jak każda mama wie z czasem się nie przelewa,gdy ma się niemowlę, dlatego pierwsze zakupy były przypadkowe. Stwierdzam z góry, że był to wielki błąd zakupowy. Kształt nie był odpowiedni i w dodatku na buzi pozostawały ślady smoczka, który porostu uwierał JM. Trzeba było ratować sytuacje dlatego poszperałam i znalazłam ideał dla nas, czyli smoczki firmy Avent. Maja bardzo prosty kształt silikonu, odpowiednio wyprofilowane do buzi, przez co brak jakichkolwiek odgnieceń, świetne wzory, po prostu strzał w dziesiątkę. Polecam.



Trzeci super produkt, który był bardzo pomocny i jest wielkim hitem to podusia z polskiej firmy ,,la milou''. Ma kształt skrzydeł i dlatego nosi nazwę Angel's wings. Specjalnie zaprojektowana przez słynnego fizjoterapeutę Pawła Zawitkowskiego, by najbardziej zdrowy i wygodny sposób służyć maluszkowi. Jak wiadomo dziecko nie powinno spać na klasycznej poduszce, jest to niebezpieczne dla małego kręgosłupa dziecka. Angel's wings świetnie sprawdzają się w wózku. Jazda po nierównym powierzchni nie jest jedna z najprzyjemniejszych, a dzięki amortyzacji jaka dale podusia wstrząsy nie są odczuwalne. Główka nie lata na wszystkie strony. My używaliśmy jej również by uniknąć odgnieceń główki. JM upodobał sobie jedna i mimo, że ciągle mu ja przestawiałam to wracał do najwygodniejszej dla niego pozycji. Dzięki Angel's wings problem rozwiązał się sam.



Produkt numer cztery to laktator. To, że jestem karmiącą mama nie oznacza, że nie mogę wyjść z domu na dłużej niż 3h  by zdążyć na kolejne karmienie. Bardzo pomocny jest laktator, który nie tylko pomaga w zaopatrzeniu maluszka w mleko na czas naszej nieobecności, ale odgrywa tez ważną role w stymulacji i czasem daje ulgę gdy pokarmu jest po prost za dużo. Po kilku rozmowach z położnymi zdecydowałam się na zakup laktatora ręcznego. Był to wielki błąd. Wszystkie położne tłumaczyły mi, że jeśli chce używać go tylko od czasu do czasu to nie ma sensu wydawać pieniędzy na elektryczny. A ja jednak uważam że jest . Fakt, że chce karmić JM moim mlekiem jak najdłużej będzie to możliwe, to laktator elektryczny zdecydowanie jest lepszym rozwiązaniem. Mój zakup laktatora ręcznego to był wielki niewypał. Kupiłam model Sensitive firmy NUK. Przekonało mnie do niego to, że jest to produkt niemiecki i firma dość popularna. Okazał się jednak tak sensitive, że aż nerwy mi poszczały. Potrafiłam ściągnąć max 100ml, trwało to strasznie długo bo około godziny i ręce mi po prostu odpadały. To był totalny koszmar, dlatego przez te złe doświadczenia powiedzieliśmy NIE wszystkim laktatorom ręcznym. Mamy obecnie model Medela Swing i jest on naprawdę godny polecenia. Szybki, wygodny i łatwy w użyciu.
Dodatkowa informacja dla mam mieszkających we Francji. Jest możliwość wypożyczenia laktatora z apteki. Koszt to 12€ na tydzień przy odpowiednim dodatkowym ubezpieczeniu koszt może być o wiele mniejszy bądź w całości pokrywany przez ubezpieczenie.



Nasz produkt numer pięć to nawilżacz powietrza. Mamy ultradźwiękowy nawilżacz firmy Beaba. Nie mam żadnych zastrzeżeń do tego modelu, nasz problem polega jednak na tym, że jest on nam po prostu nie potrzebny. Tak przyznaje się bez bicia nabrałam się na chwyt reklamowy. Suche powietrze przecież bardzo źle wpływa na układ oddechowy maluszka. Nie wzięłam jednak pod uwagę przy zakupie faktu ze wilgotność powietrza we Francji jest o wiele większa niż w Polsce. Zobaczymy jak to będzie w pełni okresu grzewczego. Dlatego wszystkim przyszłym i obecnym mamom polecam zakipienie urządzenia, które pokazuje ile jest wilgotności w pomieszczeniu. Ja kupiłam go z nawilżaczem i dlatego właśnie wiem, że dodatkowe nawilżanie powietrza nie jest konieczne.



To chyba tyle produktów z tej serii. Jeśli w naszym życiu pojawi się jeszcze coś godnego polecenia bądź będziemy uważać, że dany produkt jest zbędny, na pewno o tym w napiszemy. Zostaje nam tylko życzyć udanych zakupów. 


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ciąża we Francji, kilka ważnych formalności przed porodem

Wychowawczy we Francji

Świadczenia rodzinne na dziecko we Francji- co warto wiedzieć 1/3